Wszystko przyśpiesza i wszystko się skraca. Krótsze są teksty w mediach, krótsze średnie wizyty w serwisach streamingowych, krótszy czas koncentracji, którą potrafimy utrzymać, krótsze komunikaty, szybsze reakcje, krótsze związki, szybsze zerwania, szybkie jedzenie, szybkie zaspokojenia, krótkie fascynacje. Nie wszyscy to wytrzymują i dlatego pojawiają się coraz nowe metody na zwalnianie.
Praktycznie każda czynność podlegająca przyśpieszeniu ma swój wariant „slow”. Mody na czynności „slow” też się zmieniają, więc jeśli ktoś jest już w uniwersum „slow” i nie jest w stanie zintegrować wszystkich spowolnionych czynności, skacze od jednej do drugiej z szybkością, od której chciał się uwolnić.

Jedną z form spowalniania, praktykowaną niezależnie od mody na „slow”, jest nostalgia rozumiana nie tylko jako emocja, ale też jako rozmaite działania podejmowane pod jej wpływem. Nostalgia jest najczęściej definiowana jako tęsknota, ale lepszym określeniem byłoby opisanie jej jako „zespół tęsknot”, do którego trzeba w pewien sposób predysponowanym.

Niektórzy traktują nastawienie nostalgiczne jak ułomność (wręcz zaburzenie psychiczne), inni są skłonni widzieć w niej elementy regulujące nasze stany psychiczne lub emocjonalne. Tęsknota do czegoś, co się wydarzyło i co pamiętamy (zgodnie z prawdą albo nie), jako pozytywne pozwala nam odnaleźć wewnętrzną równowagę albo wskazać kierunek, gdzie powinniśmy jej szukać.

Gdy muzyka dawna pojawiła się jako część współczesnego życia kulturalnego i społecznego, wielu komentatorów tego zjawiska wyjaśniało jego popularność nostalgią. Przy czym, o ile hipotezę uznamy za prawdopodobną, była to nostalgia za czymś, czego sami nie doświadczyliśmy, a więc raczej za wyimaginowanymi obrazami przeszłości. Nostalgiczna muzyka dawna interpretowana była jako ucieczka od rzeczywistości w świat, który w sposób zapośredniczony znaliśmy i w którym potencjalnie moglibyśmy czuć się bezpiecznie. To oczywiście nieprawda, ponieważ każdego dnia odkrywaliśmy, że muzyka dawna była czym innym, niż to, czego się spodziewaliśmy. Z tego powodu trudno zaliczyć ją do przejawów kulturowej nostalgii.

Nostalgia jako fenomen psychologiczny i antropologiczny, ma wiele horyzontów czasowych. Ten związany z muzyką dawną jako całością można by określić, jako horyzont odległy, ale są też horyzonty krótsze sięgające kilkudziesięciu, kilkunastu, czy nawet kilku lat. Na to nakładają się różnice pokoleniowe. Coś, co dla jednych jest perspektywą krótką dla innych jest horyzontem historycznym, którego sami nie doświadczyli. Młodsze pokolenia nie rozumieją nostalgii starszych generacji, te zaś zupełnie nie rozumieją tęsknot młodych, które odnoszą się do tego co wydarzyło się zupełnie niedawno.

Wobec ciągłej i definitywnej zmienności świata nostalgia znacznie skróciła swój horyzont. Kto dwadzieścia lat temu przewidywał, że największy wybór płyt kompaktowych będzie można znaleźć w antykwariatach. Kto spodziewał się, że analogowe aparaty fotograficzne zostaną wymiecione z rynku przez aparaty cyfrowe, a lustrzanki przez bezlusterkowce, że na ulicach odgłosy silników zastąpi słabo słyszalny szum opon samochodów elektrycznych, starsi cykliści na e-rowerach będą wyprzedzali wysportowanych atletów, a podcasty wyłączą skutecznie radioodbiorniki.

Zaczynamy tęsknić nie za tym, co kojarzymy z dzieciństwem i młodością, ale za tym, co miało miejsce tak niedawno, że nie zdążyliśmy tej przeszłości jeszcze wyidealizować. Tęsknimy już nie za czymś konkretnym, ale za samą przeszłością, bo choć jest nieodległa, to odnosimy wrażenie, że ucieka od nas znacznie szybciej, niż kiedyś.

Jeszcze niedawno wszyscy pozbywali się swoich kolekcji płyt winylowych. Dzisiaj zaczynają je odbudowywać. Kilka lat temu zachwycaliśmy się streamingiem i możliwością przeskakiwania z płyty na płytę bez najmniejszego wysiłku, dzisiaj częścią terapii odwykowej jest uczenie się słuchania płyt w całości, od początku do końca, z pełną koncentracją. Usłyszymy mniej, ale lepiej.
Zauważyłem, że ja też padam ofiarą nostalgii o krótkim horyzoncie czasowym. Tęsknię za festiwalami, które z wnętrz historycznych przeniosły się do sal koncertowych (a to wydarzyło się dopiero co) albo za czasami, gdy wydarzeń muzycznych było mniej, za to można je było bardziej celebrować.
Może w nostalgii wszystko sprowadza się ostatecznie do tego jednego, tęsknoty za celebrowaniem każdego dnia, każdego spotkania i każdego przeżycia.

Cezary Zych