To nie żart, ale jeden z moich przyjaciół ma w domu choinkę, która stoi cały rok. Nie jest może przesadnie duża i ubrana jest raczej ascetycznie, ale stoi tam przez 365 dni. Kiedyś była to choinka sztuczna, dzisiaj to choinka w doniczce co jakiś czas wymieniana na nowe drzewko. Widok choinki w trzydziestostopniowe upały wydawał się dziwny, ale z czasem się do niej przyzwyczailiśmy. Kiedy po remoncie mieszkania opóźniał się powrót drzewka z miejsca tymczasowego pobytu, byliśmy mocno zaskoczeni, jeśli nie poruszeni, jego brakiem.
Drobne, niegroźne dziwactwo, a dla nas test na tolerancję, bo dlaczego ktoś nie miałby mieć w domu choinki wtedy, kiedy chce, a nie wtedy, kiedy nakazuje tradycja? Nieważne, co na ten temat sądzimy, ważne, że jej właścicielowi jest potrzebna, powiedziałbym, że niezbędna. Każdy ma swoje metody kształtowania własnej sfery bezpieczeństwa. Często znajdują się w niej refleksy cudownego i spokojnego dzieciństwa, do których zaliczyłbym właśnie tę choinkę, ale też znajdujące się na półkach wielu z nas drobiazgi z przeszłości.
Przedmioty i zaklęte w nie wspomnienia i przeżycia, codzienne rutyny i odświętne rytuały, których znaczenie odkrywamy, gdy z jakichś powodów nie dają się urzeczywistnić. Czasem wiemy, że mogą wydać się nietypowe, więc się z nich tłumaczymy. Bardzo często są naszą pilnie strzeżoną tajemnicą. Z biegiem lat stają się częścią nas, tym, co nas wyróżnia i co kreuje nasz obraz w oczach innych.
Muzyka i wszystko, co się z nią wiąże potrafi być taką całoroczną choinką. Wszyscy widzieliśmy starsze osoby wystylizowane na hippisów lub odziane w heavy metalowe skóry, długie kolejki melomanów mających nadzieję na autograf, odwiedzaliśmy mieszkania i domy pełne płyt, instrumentów i muzycznych gadżetów, potykaliśmy się na ulicach o przechodniów ze słuchawkami na uszach, mieliśmy kłopot z wyszukaniem muzyki, która najbardziej będzie odpowiadała naszemu nastrojowi, czuliśmy wewnętrzny imperatyw, by pojechać na koncert na drugi koniec Polski albo nawet dalej i wyrzuty sumienia, że tego nie zrobiliśmy. W oczach innych dziwaczeliśmy, wewnętrznie czuliśmy euforię, że może być tak pięknie. „Muzyka w Raju” to takie nasze dziwactwo, na które zapraszamy Was wszystkich już po raz dwudziesty czwarty.
Cezary Zych
